- Polowaliśmy na dziki, w pewnym momencie usłyszeliśmy skowyt psów. Podbiegliśmy w to miejsce i zobaczyliśmy cztery duże wilki, które nawet nie zwróciły na nas uwagi, tak zajęte były psami. Tylko strzał ostrzegawczy w górę spowodował, że uciekły - opowiada myśliwy Michał Konieczny. - Obawiamy się o bezpieczeństwo zwierząt hodowlanych, które znajdują się w gospodarstwach niedaleko od tego miejsca - dodaje.

Jarosław Mikołajczyk, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Kielcach, uważa, że liczebność wilków rośnie na tyle szybko, że powinna być zmniejszana, aby nie zagrażała bezpieczeństwu. Mało tego, wilki w województwie świętokrzyskim zasiedlają kolejne tereny. Łowczy Mikołajczyk do tej pory nie słyszał o takiej sytuacji, żeby atakowały psy myśliwskie w trakcie polowania. Najprawdopodobniej był to pierwszy taki przypadek.

- Mieszkam tutaj od ponad 20 lat i wcześniej nie mówiło się na temat wilków. Wszyscy wiedzieli, że zasiedliły się od kilku lat, ale nikomu nie przeszkadzały, więc nikt o nich nie mówił. W ostatnim czasie to się zmieniło. Nawet jak wieczorami wychodzę na spacer z psem, to słyszę wycie wilków w lesie. To niepokoi, ponieważ zbliża się zima i te zwierzęta będą potrzebowały więcej pożywienia - mówi mieszkaniec Łagowa.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.