Marek Fijałkowski, muzyk zespołu Arianie, nie może wyjść z podziwu. – Też mam dużo płyt, ale kolekcja Pawła przechodzi ludzkie pojęcie. Jeszcze nie spotkałem się z artystą, który ma taki zbiór winyli. A znam ich wielu – podkreśla.

Świątynia z tysiącami płyt

Rozmawiamy w specjalnie zaaranżowanym pomieszczeniu. Wokół nas półki, a na nich od góry do dołu płyty winylowe. Jakieś 90 tysięcy sztuk. – Kiedyś mój przyjaciel nazwał to miejsce świątynią – mówi Paweł Wawrzeńczyk. Pozostałe płyty trzyma w swoim domu. To kolejne 30 tysięcy.

Kielczanin, rocznik 1968. Absolwent „mechanika”, skończył wychowanie techniczne na kieleckiej WSP, czyli dzisiejszym UJK. Nigdy nie kształcił się muzycznie. Teraz przedsiębiorca z branży budowlanej i nieruchomości. Ale przede wszystkim wielki miłośnik muzyki. I to pod każdą postacią.

Muzyką już w dzieciństwie zarazili go starsi koledzy. – Odkąd pamiętam, zawsze kolegowałem się przede wszystkim ze starszymi – wspomina. To dzięki nim poznał Led Zeppelin czy The Doors.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej