Dwa tysiące widzów na trybunach. Oprawa jak na ekstraklasowym pojedynku. Tak było w ostatnią niedzielę na stadionie przy ul. Szczepaniaka w Kielcach. Choć to przecież mecz piłkarskiej Centralnej Ligi Juniorów. Ale nie zwykły mecz. Jeśli młodzi piłkarze Korony nie przegrają ze Śląskiem Wrocław wyżej niż dwoma golami, zostaną mistrzami Polski. Ale kielczanie są przecież liderem. Nie tylko nie przegrywają, ale pewnie pokonują wicelidera 3:0. Strzelają korki szampanów, płoną race. Po 11 latach juniorzy Korony znów są najlepsi w kraju!

– Dla takich chwil warto pracować. Przecież ja się tutaj wychowałem... – trenerowi Markowi Mierzwie szklą się oczy.

Kontuzje, a potem szkoła życia

Miał 13 lat, gdy dostał powołanie do reprezentacji Polski w swojej kategorii wiekowej. Nie pojechał na zgrupowanie, złamał rękę z przemieszczeniem. Rok później skomplikowane złamane nogi spowodowało półtoraroczną przerwę w grze. W kolejnych latach doszły inne urazy. W 2001 roku, mając zaledwie 24 lata, musiał zakończyć piłkarską karierę. – Ostatni rok grałem na środkach przeciwbólowych. Jestem typowym przykładem piłkarza, któremu kontuzje przeszkodziły w rozwoju – wspomina Marek Mierzwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej