Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej Kielce” 24 grudnia 2007 roku pod tytułem "Z Wałęsą na plebanii w Suchedniowie. Historia jednego zdjęcia"

Kto nacisnął spust migawki wyprodukowanego w NRD aparatu Praktica MTL3, Markiewicz już nie pamięta. Trudno mu także rozpoznać wszystkich, którzy wraz z nim znaleźli się na zdjęciu z Wałęsą.

Po lewej ręce pierwszego przewodniczącego „Solidarności” stoi ksiądz infułat Józef Wójcik, proboszcz parafii św. Andrzeja Apostoła w Suchedniowie, główny sprawca tego historycznego wydarzenia. To u niego Lech Wałęsa w kilka tygodni po zwolnieniu z internowania spędzał wraz z żoną Danutą i dziećmi zimowe ferie 1983 roku.

– Poznaliśmy się u księdza arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego, sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski. Potem spotkaliśmy się na przyjęciu z okazji ingresu prymasa Józefa Glempa. Do Wałęsy podchodzili działacze z różnych regionów i prosili, żeby przyjechał, bo u nich konflikty, strajki, zapalna atmosfera i trzeba gasić. Ja mówię: „Panie Lechu, u mnie się nie pali. Niech pan przyjedzie do Suchedniowa, ale odpocząć, nie gasić, z całą rodziną” – wspomina ksiądz infułat. – Wałęsa powiedział wtedy: „Wszyscy macie mnie za strażaka, tylko jeden ksiądz nie. Przyjadę do księdza na pewno”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej