Zosia to drugie dziecko kielczanki Ewy Bujak. Dziewczynka ma dziś prawie siedem lat, we wrześniu pójdzie do szkoły.

– Wkrótce po urodzeniu Zosi zapaliła nam się lampka, że coś może być nie tak. Nie przyjmowała smoczka, nie chciała wychodzić na zewnątrz, miała światłowstręt. Potem była nie do opanowania, wydawało się, że nie czuje zmęczenia. Widać było wręcz głód ruchu, każde wyjście na dwór wyglądało, jakby robiła to pierwszy raz. To nie był bieg, tylko ciągła gonitwa bez zatrzymania, bez przystanku. A przy tym żyła jakby we własnym świecie – opowiada mama Zosi.

Rodzice na serio przejęli się, gdy dziewczynka przyłożył dłoń do rozgrzanej płyty kuchennej i nie cofnęła jej natychmiast.

Rozmowy z lekarzami niewiele dawały. – Zbywali nas, mówili, że jesteśmy przewrażliwieni – opowiada kielczanka.

Gdy Zosia miała dwa latka, rehabilitantka stwierdziła, że dziewczynka jest silnie zaburzona sensorycznie. – Okazało się, że jej zmysły nieprawidłowo przetwarzają impulsy i w efekcie inaczej odbiera świat. Nie jest dzieckiem autystycznym, chociaż pojawiły się zachowania z elementami autyzmu – tłumaczy mama Zosi.

Pozostało 80% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.