Mariusz Puto w Urzędzie Celnym w Kielcach przepracował 11 lat. – Wiem, że nie wypada tak o sobie mówić, ale byłem dobrym funkcjonariuszem. Jeździłem na wokandy, byłem rzecznikiem dyscyplinarnym – mówi. Jeszcze 31 maja, gdy termin mijał, miał resztki nadziei. Umowy jednak nie otrzymał. A była konieczna, bo w związku z powołaniem nowej instytucji, Krajowej Administracji Skarbowej, wszyscy pracownicy skarbówki, administracji podatkowej i celnicy mieli być zatrudnieni na nowo.

W całej Polsce pracę straciło ponad 2,6 tys. osób. W Kielcach nowych propozycji nie otrzymało 148 osób, czyli ok. 10 proc. załogi.

Zwalniani mówili o czystkach, zarzucali, że nie przedstawiono im nawet żadnych decyzji, uzasadnień.

Postanowili iść do sądu. Celnicy opowiadają, że wybrali dwie drogi. Skarżą dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Kielcach za bezczynność oraz otrzymane po 31 maja odpowiedzi na swoje pisma. – Z ostrożności procesowej – mówią zgodnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej