Historia dotyczy wydarzeń sprzed ponad siedmiu lat – z 6 grudnia 2010 r. Ostrowiecka policja prowadziła czynności w umorzonej sprawie niewykrycia sprawcy kradzieży kobiecej torebki, w której znajdował się złoty łańcuszek.

Przesłuchiwano dwóch nastolatków – Mateusza i Andrzeja. Już wcześniej byli znani policji z racji kłopotów z prawem (m.in. z narkotykami). Obaj, kilkadziesiąt minut po wizycie na komendzie, donieśli o pobiciu. Prokuratura, biorąc pod uwagę m.in. dokumentację medyczną, uznała ich wersję za prawdziwą.

Policjant rzucił o ścianę, dusił za szyję

Ustaliła taki przebieg wydarzeń: funkcjonariusze z wydziału kryminalnego chcieli wymusić złożenie oświadczenia, że podejrzewani po kradzieży posiadali łańcuszek. Piotr M. był najbardziej agresywny, uderzył Mateusza otwartą ręką w twarz, pięścią w brzuch, bił też pałką policyjną, po plecach i w okolicy kolan. Andrzeja też zaatakował pałką, „nadto rzucił nim o ścianę, a następnie leżącego dusił za szyję i kopał kilkakrotnie po nogach”. Pałką i dłonią bił też drugi funkcjonariusz Michał D. A kolejny, Damian K., szarpał obu za włosy, w głowę jednego z podejrzewanych uderzył plastikową butelką, a także otwartą ręką.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej