We wtorek w Sądzie Okręgowym w Kielcach rozpoczął się proces o ochronę dóbr osobistych. Marta Solnica wytoczyła go ratownikowi medycznemu z Warszawy.

Jak mówiła podczas pierwszej rozprawy, nigdy tego człowieka nie widziała, nie był też on w siedzibie świętokrzyskiego pogotowia.

Sprawa związana jest ze zwolnieniem w okolicy świąt Bożego Narodzenia pięciu ratowników medycznych. Dyrektor Solnica uznała, że szkalują oni dobre imię instytucji i wysyłają anonimowe pisma do różnych instytucji. Ratownicy od tej decyzji odwołali się do Sądu Rejonowego w Kielcach, sprawa jest w toku.

Kolega po fachu stanął w obronie

O zwolnieniu ratowników było bardzo głośno. W ich obronie stanął kolega po fachu, ratownik z Warszawy. W internecie zamieścił cztery filmiki, w których w ostrych słowach wypowiadał się o Solnicy. – Nie tylko deprecjonował jej pracę, ale również używał wulgarnych słów. Mówił, że pani dyrektor stosuje „półubeckie metody”, a zarządzanie pogotowiem jest „kur...skie” – wyliczała Monika Kot, pełnomocniczka dyrektorki pogotowia, przepraszając, że musi przytaczać takie zwroty.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.