„Bądźmy solidarni wobec zła: to nasz wspólny interes i wspólny obowiązek. Tylko wtedy będziemy czuć się bezpiecznie, kiedy żaden przestępca nie będzie czuł się bezkarny” – głosił opublikowany w prasie 15 sierpnia 1986 roku komunikat Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kielcach.

Dwa dni wcześniej, po odsunięciu pokrywy włazu studzienki telekomunikacyjnej przy ul. Rewolucji Październikowej (obecna Warszawska) na osiedlu Uroczysko, dokonano makabrycznego odkrycia, które wstrząsnęło całym miastem.

Na tyle, że kielecka milicja ogłosiła nawet akcję pod kryptonimem „Spokój”. Aby zwiększyć poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.

Zwłoki Alfreda R. ułożone były na brzuchu, równolegle do chodnika i ulicy. Na szyi mężczyzna miał założoną pętlę ze skórzanego paska. Prawa kieszeń marynarki była wyrwana, a ubranie pobrudzone. Przez rozbite szkiełko radzieckiego zegarka Wostok można było dostrzec wskazówki. Zatrzymały się na godzinie 22.50. Na dnie studzienki były strzępy koperty, w której ofiara miała pieniądze.

Zabitym był funkcjonariusz wojewódzkiego urzędu spraw wewnętrznych (komórki te tworzono w latach 80. po przemianowaniu komend wojewódzkich Milicji Obywatelskiej), zastępca kierownika wydziału. Wydawało się, że do zbrodni doszło na tle rabunkowym. Zabójców do dziś nie schwytano.

Aż teraz – po 30 latach – skruszony gangster Mirosław T. wyjawił nieoczekiwanie, że to była zemsta. I wskazał nawet, kim byli mściciele.

Studzienka

Był 8 sierpnia 1986 roku, zbliżała się godzina 22.20. Alfred R. przy skrzyżowaniu ulic Konopnickiej i Rewolucji Październikowej (osiedle Bocianek) wysiadł z łady, którą kierował Bogusław. Miał piechotą iść do domu.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej