Robert Zygan to kielecki nauczyciel, z zamiłowania wędkarz. Od niemal ośmiu lat może nazywać się też szczęściarzem. – Cudem przeżyłem – wspomina.

Nad brzegiem rzeki Czarna Nida pod Morawicą został porażony prądem. Stało się to, gdy przedostawał się przez krzaki. Obok znajdowała się linia energetyczna o napięciu 15 kV. Stracił przytomność, doznał oparzeń, pogorszył mu się wzrok. Wywalczył 15 tys. zł odszkodowania od PGE Dystrybucja, bo sąd prawomocnie uznał, że przewody od gałęzi dzieliło mniej niż metr (a powinno być 2,5 m). I przez to doszło do przeskoku napięcia.

Sąd uznał, że trudno nie zauważyć „oczywistego i czytelnego związku przyczynowego” między zaniedbaniem ze strony zakładu a wyrządzeniem szkody.

Prokuratura już wcześniej miała inne zdanie. W 2011 r. śledztwo umorzono po raz pierwszy. Po wyroku w sprawie cywilnej w 2017 r. podjęto je na nowo. Teraz znów umorzono. „W niniejszej sprawie doszło do nieszczęśliwego wypadku, najprawdopodobniej polegającego na przeskoczeniu iskry elektrycznej z linii na krzaki, których dotknął pokrzywdzony” – czytamy w uzasadnieniu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej