Pan Leszek z Kielc starał się o rentę, 23 października miał wyznaczony termin komisji w ZUS.

– Na podstawie przedstawionych dokumentów oraz badania lekarz orzecznik ocenił mój stan zdrowia i stwierdził, że jestem trwale częściowo niezdolny do pracy. Powiedział, że na tej podstawie ZUS podejmuje decyzję – opowiada pan Leszek.

Ważne dane w zwykłym liście

Zwrotnej informacji długo nie było, dlatego 11 grudnia kielczanin wybrał się do ZUS.

– Dowiedziałem się, że decyzja została wydana 27 listopada, a następnego dnia wysłano do mnie pocztą pismo wraz z legitymacją rencisty. Problem w tym, że niczego nie otrzymałem – opowiada pan Leszek.

Jest zbulwersowany, że tak ważne dokumenty wysłano mu listem zwykłym, nie poleconym. – Były tam informacje o moim stanie zdrowia, numer PESEL. O także dane o moich dochodach z wcześniejszych lat oraz wysokość przyznanej renty – wylicza nasz czytelnik.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej