Pani Dagmara pismo zatytułowane „Wezwanie do zapłaty” otrzymała w ostatni piątek. Syndyk Zbigniew Suliga nakazuje jej, aby w ciągu dwóch tygodni zapłaciła 149 zł. „Brak wpłaty we wskazanym powyżej terminie będzie skutkował skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego (co może narazić panią na dalsze zbędne koszty)...” – ostrzega syndyk.

– Byłam bardzo zaskoczona. Do tej pory nie wiem, o jakie pieniądze chodzi – zarzeka się.

Przypomina sobie, że w SKOK „Arka” jakieś 10 lat temu wzięła dwie pożyczki po 1000 zł.

– Mieszkam na KSM. Oni mieli siedzibę przy ul. Zagórskiej. Wiele osób z osiedla tam chodziło – opowiada kielczanka.

Pamięta jeszcze, że biorąc pożyczki, musiała założyć indywidualne konto spółdzielcze. – Choć nie było mi potrzebne, bo konto mam gdzie indziej – mówi.

Skąd zatem pismo od syndyka? Klienci Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych są jednocześnie ich udziałowcami. Godząc się na usługi w SKOK, muszą wykupić choć jeden udział. W SKOK „Arka” kosztował on 149 zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej