Do tej niebezpiecznej sytuacji doszło w ostatni wtorek w godzinach popołudniowych w miejskim autobusie na linii nr 27. Kontrolerzy rozpoczęli sprawdzanie biletów, w pewnym momencie podeszli do mężczyzny stojącego obok biletomatu.

– Nagle jeden z nich rozpylił w jego kierunku gaz pieprzowy. Kierowca zatrzymał autobus, otworzył drzwi i wietrzył pojazd – opowiada nam osoba będąca świadkiem bulwersującego zajścia.

Nasz rozmówca denerwuje się i podkreśla, że rozpuszczanie takiego gazu w zamkniętym pomieszczeniu jest niebezpieczne. – Jeżeli ktoś miałby astmę, mógłby się od razu gorzej poczuć – zwraca uwagę świadek zdarzenia.

Taki przebieg zajścia potwierdza Barbara Damian, p.o. dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego w Kielcach. Wyjaśnia, że pasażer nie miał skasowanego biletu, a kontrolerzy zaczęli wypisywać mandat.

– Dwoje z nich stanęło tak, żeby ten mężczyzna nie wyszedł z autobusu. Tymczasem ten swoim ciałem pchnął kontrolera i chciał wysiąść, bo pojazd dojeżdżał już do przystanku – opowiada urzędniczka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej