8 maja 2016 roku kobieta została przyjęta do szpitala. Tam zdecydowano, że nadaje się do przeprowadzenia w trybie pilnym laparotomii (operacyjnego otwarcia jamy brzusznej). W czasie zabiegu doszło do spadku ciśnienia i zatrzymania akcji serca. Rozpoczęła się reanimacja. Krążenie wróciło, ale pacjentka nie odzyskała przytomności. Zmarła niespełna tydzień później – 13 maja.

Śledztwo prowadziła Prokuratura Regionalna w Krakowie. Powstał tam specjalny zespół do badania błędów lekarskich – także z województwa świętokrzyskiego. Przejął szczególnie skomplikowane sprawy, zakończone śmiercią pacjentów.

Niedawno do Sądu Rejonowego w Ostrowcu Świętokrzyskim przesłany został akt oskarżenia przeciwko dwóm lekarzom.

Odmówili składania zeznań

Prokuratura ustaliła, że „konsultacji i kwalifikacji do znieczulenia, a następnie znieczulenia oraz monitorowania stanu pacjentki podczas zabiegu i stanowiska anestezjologicznego” dokonał lekarz odbywający staż w szpitalu. Nie miał przy tym żadnego nadzoru. Choć, zgodnie z przepisami Ministerstwa Zdrowia, lekarz specjalista „musi [w takiej sytuacji – przyp. red.] znajdować się w bezpośredniej bliskości znieczulanego chorego przez cały czas trwania znieczulenia”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej