Przez całe śledztwo 35-letni Daniel S. powtarzał, że jest niewinny, że nie ma pojęcia, skąd narkotyki znalazły się w jego aucie. Tłumaczył się, że w Hiszpanii na kilka dni odstawił samochód do mechanika.

Aż wreszcie we wtorek w kieleckim sądzie okręgowym wyjawił: – Przyznaję się. Chcę poddać się dobrowolnie karze.

Zaproponował dla siebie 4,5 roku więzienia. A nawet 20 tys. zł grzywny, choć wtedy jego obrońca zaprotestował: – Bez przesady. Kara, biorąc pod uwagę sytuację, nie może być też uciążliwa.

Daniel S. niby przyznał się do winy, ale nie wskazał, skąd w Hiszpanii dostał narkotyki. Ani od kogo w Polsce otrzymał zlecenie. Zaprzeczył, że żona Iwona miała z tym wszystkim coś wspólnego.

Wakacje w Hiszpanii

On – z wykształceniem gimnazjalnym, ostatnio bezrobotny, wcześniej kierowca w firmie. Zarabiał wtedy 2-2,5 tys. zł netto. Ona – bez zawodu, z czwórką dzieci. Troje z nich miała z Danielem S. – Żyliśmy z emerytury ojca, żona miała 500 plus – Daniel S. tłumaczył sądowi, jakim cudem stać go było w takiej sytuacji na posiadanie trzech samochodów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej