W Turcji mieszkałem nad Morzem Czarnym. Wyjechałem w trakcie studiów. Szukałem lepszego życia. Tam ciągle są jakieś konflikty – 200 km od miejsca, gdzie się urodziłem, jest wojna. To jak z Kielc do Warszawy. Blisko.

Musiałbym iść do wojska. Każdy musi iść. Tak jak w Izraelu.

W Turcji miałbym rodzinę, pracę, ale nie wiedziałbym, czy nie trzeba będzie tego kiedyś porzucić. I iść walczyć.

Polska jest zielona, piękna i bezpieczna. Bezpieczna w tym sensie, że tu nie wybuchnie bomba w galerii handlowej, nie ma ataków terrorystycznych.

W Warszawie pracowałem w restauracji na dworcu centralnym. Osiem lat temu przeprowadziłem się do Kielc. Czemu tutaj? Rynek naszej kuchni nie był tu aż tak rozwinięty. Zdecydowałem się otworzyć własny lokal.

Do waszego miasta przyjechałem z żoną, która jest Polką, bratem i moimi rodzicami. W Kielcach urodziły się moje dzieci.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej