– Pije już cztery tygodnie. Nie ma z nim kontaktu – rozpacza matka 40-latka.

– Pieniądze na alkohol daje jego babcia, która ma problemy z pamięcią i nie widzi, co się dzieje. Jak rano wstaje, to od razu zaczyna pić. I tak przez cały dzień – żali się.

Opowiada, że syn załamał się, gdy rozbiła się jego rodzina. Żona i dzieci wyprowadzili się. On został sam. Narobił długów, nie płaci alimentów. Matka mówi: – Czasem, jak złapie się z nim na moment kontakt to opowiada, że nie ma już po co żyć. Bo nigdy nie wyjdzie z tych długów.

Kiedy odwiedza syna w sąsiednim domu, w którym mieszka jej teściowa, wyraźnie widzi, że jego stan się pogarsza. – Przyszłam kiedyś, a on miał twarz zakrwawioną. Puchną mu nogi, wymiotuje krwią i żółcią. Jak długo tak jeszcze pociągnie? – pyta bezradnie.

Jej syn już wcześniej był na leczeniu odwykowym, ale ostatnio wrócił do nałogu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej