Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

* Rozmowa z Przemysławem Cichoniem

Paweł Matys: Pamiętasz swoje wynagrodzenie w wieku 17 lat?

Przemysław Cichoń, obecnie piłkarz GKS Nowiny: Nie, bo być może nawet go jeszcze nie było. A nawet jeśli, to starczało na buty i miesięczny bilet autobusowy, by dojechać na trening czy do szkoły. Też fajnie, bo coś tam odciążyło rodziców. Wtedy jednak klub, liga i czasy były inne. W takim wieku nie myślało się o pieniądzach.

Kielce, 14 października 2006. Mecz Kolporter Korona Kielce - Zagłębie Lubin. Przy piłce Przemysław CichońKielce, 14 października 2006. Mecz Kolporter Korona Kielce - Zagłębie Lubin. Przy piłce Przemysław Cichoń PAWEŁ MAŁECKI

Wtedy młodzi piłkarze bardziej identyfikowali się z Koroną?

– Nie ma możliwości, by młody zawodnik, wychowanek nie identyfikował się z klubem. Tak było i jest. Dzieci i młodzież garną się do treningu, a dodatkowo Korona to już uznana marka. Spójrzmy na portale społecznościowe. Prawie każdy młody chłopak trenujący w Koronie na profilowym ma zdjęcie w żółto-czerwonej koszulce. Dla nich to duma. Wiem, bo byłem taki sam, tyle że portalem społecznościowym była ławka pod blokiem.

W Koronie wciąż jest mało wychowanków, którzy przebijają się do pierwszej drużyny. A dużą częścią budżetu takiego klubu jak Korona powinny być środki z transferów zawodników. Szkolenia, kształtowanie i promowanie młodych zawodników zakończone transferami. Fajnie prezentuje się drużyna w Centralnej Lidze Juniorów. Widać dobrą pracę trenerów młodzieży. Przeskok z piłki juniorskiej do seniorskiej jest jednak duży i nie wszyscy dają radę się tam odnaleźć.

A że dzisiejszy sport to też wielki biznes i zawodnik w pewnym sensie jest towarem, to pojawiają się pośrednicy, którzy liczą na kawałek tortu dla siebie. Fajnie mówią, obiecują złote góry i granica między pasją a zawodowstwem zaczyna się zacierać.

Tak właśnie stało się z Sewerzyńskim.

– Gdy usłyszałem kwoty wynagrodzenia, to pomyślałem, że urodziłem się 25 lat za wcześnie (śmiech). A tak poważnie mówiąc, to trzeba by wejść w buty wszystkich trzech stron, by spróbować zrozumieć ich tok myślenia. Rozumiem doskonale zawodnika. Pojechał na obóz pierwszej drużyny, dobrze się na nim zaprezentował. Dla niego to ogromny przeskok i mogło tak być, że podobała mu się propozycja klubu. Gdyby działał sam, przyjąłby ją bez wahania.

Gdybyśmy teraz spytali juniorów Korony, to większość z nich taki kontrakt wzięłaby z pocałowaniem ręki. Bo to bardzo racjonalna oferta, jeśli chodzi o poziom zawodnika, jego wiek, doświadczenie.

Grzegorz Rasiak w 2003 roku podczas zgrupowania reprezentacjiGrzegorz Rasiak w 2003 roku podczas zgrupowania reprezentacji KUBA ATYS AGENCJA GAZETA

Niestety, pojawił się menedżer Grzegorz Rasiak, który skomplikował sytuację – m.in. żądał 30 tys. dla siebie.

– Menedżer chce zarabiać pieniądze. Powinien jednak najpierw dbać o dobro zawodnika. A w tym przypadku było odwrotnie. Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego chciał aż tak dużych pieniędzy dla siebie. Nie jest to dla mnie zrozumiałe. Pytanie: za co?

Podstawową rzeczą jest spokój dla chłopaka. Jak będzie się dobrze prezentował, to w przyszłości może zarabiać fajne pieniądze. A przypomnę, że wychował się w Kielcach, kilka lat był kształtowany przez trenerów Korony. Wiele zawdzięcza ludziom, którzy uczestniczyli w jego piłkarskim rozwoju, i oczywiście swojej pracy, która doprowadziła go do miejsca, w którym jest.

Na szczęście ostatecznie Sewerzyński podpisał umowę.

– Musi trenować z pierwszą drużyną, być jej częścią, a przede wszystkim grać. Jeśli nie w Ekstraklasie, to w Centralnej Lidze Juniorów. Jest wciąż bardzo młodym chłopakiem, ale za dwa lata będzie miał 19 lat, a w tym wieku na Zachodzie niektórzy są filarami swoich drużyn. Absolutnie wszystko od niego zależy. Jeśli będzie się rozwijał, mocno pracował, to może zrobić karierę. Lubię takie stwierdzenie, dwa słowa: „praca” i „pokora”. Wierzę, że Oskar będzie się nimi kierował.

Wróćmy do menedżerów. Znasz w Polsce w miarę klasowych?

– Nie można ich wrzucać do jednego worka, bo paru normalnych poznałem. Agent nie jest tylko po to, by negocjować kontrakt zawodnika, ale też przede wszystkim, by go prowadzić w trudnych momentach: ma kontuzję, traci miejsce w drużynie czy mu nie idzie. Wtedy wychodzi, który menedżer ma klasę i determinację, by pomóc w powrocie na właściwe tory.

Dlaczego nigdy nie miałeś menedżera?

– W moich czasach nie było to tak popularne na rynku, a później wydawało mi się, że agent nie jest mi potrzebny. Myślałem, że poradzę sobie sam. Myliłem się. Okazało się, że brak menedżera, jeśli jesteś na podobnym poziomie co inny zawodnik, to pozycja przegrana przy szukaniu klubu. Oczywiście bez menedżera da się żyć, ale jest bardzo ciężko. Menedżerowie mają kontakty, znają się z dyrektorami sportowymi, prezesami klubów. Czasem się z nimi przyjaźnią, więc mają do siebie większe zaufanie i rozmowy są łatwiejsze.

W internecie większość fachowców chwali postawę władz Korony, ale pojawiły się opinie, że ujawnienie szczegółów negocjacji to populizm.

– Przyjęło się, że szczegółów umów nie powinno się ujawniać, ale w tym wypadku wszystko poszło za daleko. Jak najbardziej rozumiem decyzję władz klubu. Była ona słuszna. Całe to zdarzenie jest przestrogą dla polskiej piłki. Co prawda jestem przeciwnikiem wszelkich ograniczeń i regulacji, ale w tym przypadku potrzebny jest przepis, który klarownie będzie określał zasady współpracy agenta z zawodnikiem, np. do 21 lat.

Oskar Sewerzyński w środę znów trenował z pierwszą drużyną KoronyOskar Sewerzyński w środę znów trenował z pierwszą drużyną Korony PAWEŁ MAŁECKI

Czyli masz obawy, że menedżerowie częściej będą działać jak pan Rasiak?

– Być może po tej sytuacji nie będzie tak źle, bo trochę szumu wokół tego tematu się zrobiło i jednak działania menedżera zostały w większości ocenione źle. Od nowego sezonu wchodzi przepis w Ekstraklasie o obowiązkowym przebywaniu na boisku młodzieżowca i nie wydaje mi się, aby coś, co ogranicza pole manewru dla trenera, było dobre. W żadnej czołowej lidze Europy nie ma takiego przepisu, a chcemy iść w tamtym kierunku. Rozumiem, że założenie jest takie, by jak najwięcej młodzieży grało w Ekstraklasie, ale np. 22-latek będzie wypruwał żyły na treningu, będzie lepszy, ale będzie musiał grać słabszy od niego o miesiąc młodszy 21-latek. Nie rozumiem tego, bo grać powinni najlepsi.

Nie ciągnijmy młodzieży na siłę za uszy. Nie dawajmy za darmo czegoś, co powinno być wywalczone na boisku, bo później zawodnik skończy wiek młodzieżowca, odbije się od ściany i powie: „No jak to, przecież do tej pory grałem”.

Myślisz, że pan Rasiak ma szansę zrobić karierę w menedżerce?

– Nie zdziwię się, jeśli tak się stanie. Menedżerka to sieć kontaktów. Jeśli masz ich więcej, to masz większe pole do popisu. Jest coraz więcej agencji menedżerskich na rynku, więc to kwestia dobrego wyboru. Może Rasiak wyciągnie wnioski z tego zdarzenia i jego działania będą inne, lepsze, bardziej przejrzyste.

Przeżyłeś podobny absurd w karierze?

– Absurdem jest to, że niektórzy agenci biorą prowizję od dwóch stron. I od zawodnika, i od klubu. Na jakiej podstawie? Nie mam pojęcia.

W sobotę (godz. 20.30, Suzuki Arena) Korona wygra z Lechią?

– Lechia jest liderem nieprzypadkowym, ba, zasłużonym. Korona zadomowiła się w czołówce, gra u siebie, zapowiada się ciekawe widowisko. Z lekkim wskazaniem na gospodarzy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.