Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Krzysztofem Paluchem*

trenerem przygotowania fizycznego PGE Vive

Paweł Matys: Zawodnicy mówią, że już na pierwszych treningach, jeszcze w końcówce ubiegłego sezonu, miałeś do nich wiele uwag.

Krzysztof Paluch: Nie wykonywali źle ćwiczeń, to były bardziej wskazówki. To przecież zawodowcy i bardzo dobrze pracują. Ćwiczenia jednak cały czas się zmieniają. Trenerzy przygotowania motorycznego wciąż się szkolą, rozwijają swoją wiedzę, a technologia idzie do przodu. Kilkanaście czy nawet kilka lat temu treningi prowadziło się zupełnie inaczej.

Zmieniasz detale w prowadzeniu zajęć?

– Tak, na przykład ustawienie dłoni przy wyciskaniu sztangi czy nawet najprostsze ćwiczenia funkcjonalne. Czasami wystarczy zmienić kilka rzeczy i już to jest bezpieczniejsze dla stawów. Zawodnicy podnoszą bardzo dużo ciężarów, trzeba więc robić to z głową.

Który z naszych piłkarzy ręcznych jest pod tym względem wzorem do naśladowania?

– Bardzo poprawnie wykonują je Arek Moryto, Blaż Janc i Arciom Karalok. Praktycznie nie ma się do czego doczepić. Mają świetną świadomość swojego ciała i poprawności ćwiczeń.

Talant Dujszebajew, Sławomir Szmal i Krzysztof Paluch podczas pierwszego treningu PGE Vive Kielce przed sezonem 2019/2020Talant Dujszebajew, Sławomir Szmal i Krzysztof Paluch podczas pierwszego treningu PGE Vive Kielce przed sezonem 2019/2020 PAWEŁ MAŁECKI

A miałeś uwagi do trenera Talanta Dujszebajewa, który regularnie ćwiczy na siłowni?

– Nie. Trener ma superwiedzę na ten temat.

Dotychczas trening fizyczny przygotowywał właśnie trener Dujszebajew. Dostałeś wolną rękę?

– Tak. Zawsze za wszystko był odpowiedzialny trener Dujszebajew. Wielki za to szacunek i podziw. Bardzo trudno jednak w dzisiejszej piłce ręcznej zajmować się jednocześnie taktyką i przygotowaniem motorycznym. Coraz mniej trenerów na to się decyduje, większość ma pomocników.

Trener Dujszebajew obdarzył mnie zaufaniem i bardzo mu za to dziękuje. Nie ingerujemy w swoją pracę. Przygotowanie motoryczne jest według mojego planu, wiedzy, którą zdobywałem przez lata na różnych szkoleniach. Wypróbowałem ją na wielu sportowcach w grach zespołowych.

Wolna ręka to duży komfort.

– Zdecydowanie, nikt nie ma czasu, by podążać za wszystkimi nowinkami. Zresztą tak to teraz wygląda w zawodowych klubach. Każdy ma swoją działkę i zajmuje się tym, na czym się zna najlepiej. Wydaje mi się, że ja mam pojęcie (śmiech ).

Ja, Sławek Szmal, fizjoterapeuci jesteśmy tylko małymi detalami, pomocnikami mającymi sprawić, by zawodnicy czuli się na boisku komfortowo. To szczegóły, ale na poziomie mistrzowskim, w wyrównanym meczu, mogą bardzo dużo znaczyć.

Najważniejsze, by wyeliminować kontuzje, by ćwiczenia były bezpieczne dla organizmu. Chciałbym też, by zawodnicy szybciej się poruszali, byli sprawniejsi, cieszyli się grą, czuli duży komfort. Prędzej czy później tak będzie, ale to nie jest szybki proces. Wymaga wielu miesięcy ciężkiej pracy. Jeśli dany zawodnik miał jakieś nawyki, to nie da się ich ot tak zmienić. Nagle nie będzie szybciej biegał czy wyżej skakał.

Talant Dujszebajew powiedział mi niedawno, że zespół po kilku miesiącach będzie wyglądał o kilka procent lepiej. Tylko o kilka procent?

– W maju ubiegłego roku mieliśmy z trenerem bardzo długą rozmowę. Powiedziałem mu, że poprawię każdego zawodnika o procent, dwa. Czy to dużo? Wydaje się, że mało, ale jeśli to zrobi u wszystkich zawodników, to powinno być widać różnicę.

Od lewej: Krzysztof Paluch, Branko Vujović, Cezary Surgiel, Sławomir Szmal, Andreas Wolff i Mateusz Jachlewski podczas meczu PGE Vive Kielce - Grupa Azoty TarnówOd lewej: Krzysztof Paluch, Branko Vujović, Cezary Surgiel, Sławomir Szmal, Andreas Wolff i Mateusz Jachlewski podczas meczu PGE Vive Kielce - Grupa Azoty Tarnów Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

Jak ci się współpracuje z takimi gwiazdami?

– Bardzo dużo rozmawiam z zawodnikami, staram się być blisko nich. Jest mi miło, gdy po treningu mówią, że zrobiłem dobre zajęcia, że super się czują. Dostaję od nich wsparcie, to bardzo ważne. Tak samo jak zaufanie. Nikt nie pyta, dlaczego robimy w danym ćwiczeniu pięć, a nie dziesięć powtórzeń.

Odpukując w niemalowane drewno, rok temu o tej porze zespół miał więcej problemów zdrowotnych. Teraz jest dużo lepiej.

– To na pewno cieszy, po to przyszedłem do drużyny. Stawiamy na trening prewencyjny, który ma zapobiegać kontuzjom. Stosuje to większość klubów. Uczymy się lepiej lądować, zmieniać kierunek biegu. Dotychczas też to było stosowane, ale mnie, jako byłemu zawodnikowi, nieco łatwiej się obserwuje. Choć oczywiście na pewne kontuzje nikt nie ma wpływu.

Co w twojej pracy jest najtrudniejsze?

– Stres, obciążenie psychiczne. Wiadomo, że oczekiwania kibiców, działaczy, sponsorów są duże. Czasem jest tak, że wszystko fajnie wygląda, mecz jest wygrany. A potem na przykład zespół przegra i wszystko spada na to, że zawodnicy słabiej się ruszali. Wówczas łatwo jest zgonić na to, że byli źle przygotowani motorycznie.

* SYLWETKA KRZYSZTOFA PALUCHA

urodził się 12 lipca 1977 roku w Kielcach. Wychowanek Iskry, z którą zdobył mistrzostwo, brązowy medal i Puchar Polski. Grał na pozycji środku rozegrania i lewoskrzydłowego. Przez dwa lata występował w niemieckich drugoligowcach. Karierę sportową zakończył w wieku 24 lat z powodu licznych kontuzji i pięciu operacji kolana. Od pięciu lat prowadził grupy młodzieżowe kieleckiego klubu, a o dwóch lat był trenerem przygotowania motorycznego w drugim zespole Vive.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.