W wakacje w 2015 roku 42-letni wówczas pan Waldemar gorzej się poczuł. Bolała go głowa, miał drgawki. Dwukrotnie zemdlał. Żona zawiozła go do szpitala w Starachowicach. Lekarz zasugerował, że jego problemy zdrowotne mogą się wiązać z tym, że nadużywa alkoholu. Mężczyzna przyznał, że dwa dni wcześniej świętował rocznicę ślubu. Zapewnił jednocześnie, że tego dnia nie pił alkoholu.

Lekarz napisał, że guz nie jest złośliwy

W szpitalu pomocy nie uzyskał. Niedługo później zgłosił się do lekarza rodzinnego, a stamtąd odesłano go na neurologię szpitala w Starachowicach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej