Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W niedzielną noc na ulice białoruskich miast i miasteczek wyszły tysiące ludzi. Protestowali przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, w których wygrał rządzący Białorusią od 1994 roku Aleksander Łukaszenka. Protesty zostały brutalnie stłumione przez wojsko i milicję.

Rozmowa z Piotrem Fijałkowskim z Obywateli RP, redaktorem ogólnopolskiej sieci telewizji obywatelskiej VideoKod

Angelina Kosiek: Śledziłam do późna w nocy z niedzieli na poniedziałek na Facebooku filmy i zdjęcia z Białorusi, które wrzucałeś. Brutalne zachowanie milicji i wojska, ranni ludzie. 

Piotr Fijałkowski: Przeraża mnie oglądanie takich rzeczy. Często przygotowuję relację dla Obywateli RP, staram się na chłodno podchodzić do wielu spraw, ale często się nie da. Na jednym z nagrań z Białorusi jest taka scena, jak ciężarówka wjeżdża w człowieka. Potem są ujęcia z różnych stron, widać, że mężczyzna jest uczepiony do tego samochodu, potem koło po nim przejeżdża. Człowiek leży. Długo nie wiedziałem, co się z nim stało. Potem pojawiła się informacja, że prawdopodobnie nie żyje. Oficjalnie trudno to potwierdzić. 

Było wiele innych brutalnych scen, słychać strzały. Najpierw pojawiały się opinie, że na Białorusi użyto gumowych kul, ale do końca w to nie wierzę. Widać rannych ludzi, z poranionymi stopami. 

W internecie jest coraz więcej zdjęć i nagrań z ostatniej nocy z Białorusi. 

- Udostępniałem zdjęcia, które pojawiły się na Twitterze albo w aplikacji Telegram. Na Białorusi odcięty jest internet, ale na szczęście ta aplikacja nie potrzebuje dużej mocy, żeby zamieścić nagranie. Widziałem więcej zdjęć, niż opublikowałem u siebie na profilu. Nie pokazywałem tych najbardziej drastycznych. 

W poniedziałek rano na Białorusi nie było już śladu po nocnych zamieszkach. Prawdopodobnie protesty wrócą kolejnej nocy, ale przypominam sobie lata 80. w Polsce, gdy ludzie przerwali pracę. 

Ja i tak byłam zdziwiona skalą protestów na Białorusi. Nie spodziewałam się, że aż tyle ludzi wyjdzie na ulicę. 

- Ich się już nie zatrzyma. Obserwowałem jakiś czas temu, jak podczas opozycyjnego wiecu włączono zakazany na Białorusi utwór, coś w stylu “Wolności” Chłopców z Placu Broni. Oczywiście od razu został wyłączony, ale trzeba się było wykazać dużą odwagą. 

Ludzie na Białorusi są bardzo zdeterminowani. Niestety, trzeba się liczyć z ofiarami. 

Jak możemy pomóc Białorusinom? 

- Nagłaśniać i jeszcze raz nagłaśniać to, co się tam dzieje. Kiedy łamane są prawa człowieka, Białoruś musi się liczyć z sankcjami gospodarczymi. Owszem, odbije się to na zwykłych obywatelach, ale innego wyjścia chyba nie ma. Poza tym lada dzień może być sytuacja podobna do Euromajdanu, może być potrzebna pomoc, jak środki ochrony osobistej czy żywność. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.